Kalendarz

Pieśni włóczebne i ich znaczenie dla przyszłych losów świata

  • od 12.04.2020
  • do 13.04.2020
  • Podlasie
  • Obrzędy i święta

Ludowe mity o stworzeniu świata przedstawiają Boga unoszącego się nad wodami. Pojawia się w nich dodatkowo wątek nieobecny w Księdze Rodzaju. Bóg w dziele stworzenia korzysta z pomocy Diabła, którego wysyła w morskie głębiny, by ten w Jego imieniu wydobył garść ziemi mającej posłużyć do stworzenia świata. Nieposłuszny Diabeł przynosi ziemię, lecz w swoim imieniu, wobec czego pomiędzy parą Stwórców narasta konflikt. Świat powstaje, ale niepokorny pomocnik zostaje strącony przez gromowładnego Boga w otchłań i przykuty łańcuchem do korzeni Kosmicznego Drzewa. Świat istnieć będzie dopóty, dopóki Diabeł nie uwolni się z więzów. Ta mityczna wersja Początków w różnych wariantach znana była niemal powszechnie na terenach całej Słowiańszczyzny jeszcze na przełomie XIX i XX wieku. 

Niestety, licho nie śpi – mityczny Diabeł nie został zakuty w sposób nieodwołalny raz na zawsze. Kosmiczny łańcuch wymaga okresowej regeneracji. Z faktem tym związany jest niemal całkowicie zapomniany już dziś obrzęd, którego początki sięgają zamierzchłej przeszłości, i który stanowi jeden z najstarszych reliktów kultury w naszej części Europy. Mało kto domyśla się również, jak doniosłą rolę ta niepozorna aktywność naszych pradziadów, jaką było wiosenne kolędowanie, odgrywała w ich świecie. Kolędowanie wiosenne, znane na Podlasiu (również na innych terenach Słowiańszczyzny, a także na Litwie) pod nazwą „włóczebne” czy „chodzenie z konopielką”, jest jednym z wariantów archaicznej słowiańskiej obrzędowości wiosennej, która w wymiarze rytualnym obrazuje coroczny dramat ścierania się zantagonizowanych sił kosmicznych, a ostateczną stawką owej kosmicznej potyczki jest dalsze istnienie świata. 

 

Smok wielkanocny”, 2020. Rys. Antoni Zieliński, lat 10

 

Aby w pełni zrozumieć kluczową rolę, jaką włóczebne odgrywało w kulturze ludowej, trzeba spojrzeć na nie w kontekście ludowego obrazu świata. Światopogląd ludowy stanowił swoisty splot wierzeń sięgających jeszcze czasów pogańskich oraz wierzeń, które zadomowiły się na naszych ziemiach wraz z przyjęciem chrześcijaństwa. Choć sama treść wierzeń uległa poważnym zmianom (np. bogowie ustąpili miejsca świętym, a dawne obrzędy zastąpione zostały przez święta chrześcijańskie), to z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć można, że struktura tych wierzeń i sam sposób myślenia, które są w znacznie mniejszym stopniu podatne na przeobrażenia, stanowią schedę po światopoglądzie dawnych Słowian.

W uproszczeniu – z podejmowanych przez badaczy prób rekonstrukcji ludowego obrazu świata wyłania się struktura dzieląca świat na dwie antagonistyczne sfery, które zarysowane zostały już w micie o stworzeniu:
– sferę przypisaną istotom piorunowładno–niebiańskim, kojarzonym z niebem, ogniem, gromami i podtrzymywaniem porządku w świecie,
– sferę istot akwatyczno-chtonicznych skojarzonych z chaosem, żywiołem wody, ziemią, urodzajem. 

Świat jest areną nieustannego ścierania się tych przeciwstawnych sił i uosabiających je istot. Reprezentantem pierwszej sfery jest Bóg oraz gromowładni święci tacy jak św. Michał, św. Eliasz czy św. Jerzy. W ludowej wizji świata Bóg po stworzeniu świata odchodzi na niebiosa i przekazuje dzieło podtrzymywania porządku i sprawowania kontroli nad siłami chaosu swoim świętym. Sam ingeruje w losy świata jedynie incydentalnie. Działania istot gromowładnych zostają wymierzone w Diabła, będącego niezależną, odwieczną i przeciwstawną Bogu zasadą. Diabeł utożsamiany jest z wodami, chmurami deszczowymi, mgłą, ciemnością, ziemią. Z Diabłem – Przeciwnikiem Gromowładcy, skojarzone zostały również istoty przynależące do tzw. mitologicznej „klasy gadziej” obejmującej smoki – bohaterów wielu podlaskich pieśni włóczebnych – czy węże, mające zdolność do przeobrażania się w smoki. Co ciekawe, do sfery przynależnej Przeciwnikowi Gromowładcy należą również pewni święci, wśród których na czoło wysuwa się dość bliski kuzyn mitycznego Diabła – św. Mikołaj. Bliższe przyjrzenie się ludowemu Bogu oraz Diabłu ujawnia spore rozbieżności z ich chrześcijańskimi prawowiernymi odpowiednikami. Przyczyną takich różnic jest fakt, że opozycja Bóg-Diabeł wpisała się w strukturę zdecydowanie starszą – strukturę właściwą obrazowi świata dawnych Słowian. Jak wykazały próby rekonstrukcji mitologii słowiańskiej, pierwowzorem mitycznego konfliktu pomiędzy Bogiem i Diabłem był antagonizm dwóch bogów: Peruna i Welesa. Relacja pomiędzy tymi bóstwami wywodzi się natomiast z indoeuropejskiego mitu o pojedynku pomiędzy Bogiem Gromu a Wężem/Smokiem. Znany z podlaskich pieśni włóczebnych motyw pokonania smoka przez gromowładnego Boga oraz św. Jerzego jest więc wariantem archaicznego mitu, który w zmodyfikowanej wersji przetrwał w pieśniach przez wieki aż do dnia dzisiejszego. We włóczebnej wersji mitu rolę Gromowładcy przejęli chrześcijański Bóg oraz święty Jerzy (rzymski oficer z Kapadocji przedstawiany w ikonografii na białym koniu, który według legendy pokonał smoka, i którego dzięki temu Słowianie chętnie widzieli w roli pogromcy Przeciwnika Piorunowładcy). Mimo tych zmian treściowych struktura mitycznego pojedynku została zachowana. O bardzo starym rodowodzie pieśni włóczebnych świadczy ponadto ich archaiczna struktura wersyfikacyjna i melodyczna.

 

Święty Jerzy zabijający smoka. Źródło: Polona

 

Słowiański Przeciwnik Gromowładcy był najprawdopodobniej bogiem zmarłych skojarzonym ze sferą podziemną, płodnością, urodzajem, bogactwem, magią. Przypisywano mu opiekę nad bydłem, nazywa się go „morskim bogiem” (co wiąże się z wyobrażeniem zaświatów umiejscawianych za morzem, do których przeprowadzał zmarłe dusze). Sferą mu przypisaną był również świat natury, dzika zwierzyna. W postaci Przeciwnika Gromowładcy odnaleźć możemy zarówno ślady archaicznego bóstwa paleolitycznego tzw. Pana Zwierzyny, indoeuropejskiego Magicznego Suwerena, jak i kosmicznego potwora chaosu. Ludowe wcielenie Przeciwnika Gromowładcy – mityczny Diabeł, choć przedstawia sobą niebezpieczeństwo, stanowi niezbędny element zarówno w kreacji, jak i podtrzymaniu istnienia świata. Jest on wcieleniem sił destrukcyjnych dopóty, dopóki ma swobodę działania. Ujarzmiony przez moce gromowładne stanowi siłę współtworzącą kosmos. Współistnienie tych dwu przeciwstawnych sił kosmicznych przyjmuje formę nieustannego ścierania się na wielu płaszczyznach, począwszy od mitycznego konfliktu, mającego miejsce w czasach Początku, poprzez walkę żywiołów przejawiającą się w cyklu wegetacyjnym czy zjawiskach atmosferycznych, aż po symboliczne odniesienia w rytuałach czy magicznych zabiegach ochronnych. W wielu regionach Słowiańszczyzny wierzono, że smoki posiadają moc gromadzenia życiodajnej wody i utożsamiano je z chmurami oraz przypisywano im wstrzymywanie opadów. Uwolnienie deszczu wymagało więc interwencji mocy gromowładnych. Istoty związane z Przeciwnikiem Gromowładcy odgrywają też kluczową rolę w cyklu wegetacyjnym. W wielu regionach cykl ten symbolizowany jest poprzez rozkuwanie łańcucha przez mitycznego Diabła. W momencie, gdy Diabła dzieli od wyswobodzenia już tylko jedno ogniwo, łańcuch zostaje na powrót scalony bądź to przez istoty gromowładne, bądź też na przykład przez cygana-kowala. Wydarzenie to ma miejsce w okresie Wielkanocy i zwiastowane jest zwykle przez pierwsze wiosenne uderzenie pioruna. Pierwszy grom zakuwając Diabła otwiera i zapładnia ziemię pobudzając ją do wegetacji. Scalenie łańcucha jest warunkiem trwania świata. Następstwem rozkucia ostatniego ogniwa i uwolnienia Diabła będzie jego koniec. 

Takie scalenie nie odbywało się jednak samoczynnie. Wierzono, że rytualna pomoc człowieka jest tu nieodzowna oraz że pewne przełomowe święta są okresami, w których siły chaosu pragną uwolnić się spod jarzma istot gromowładnych i czekają tylko na obrzędowe potknięcia i zaniechania ze strony ludzi. W różnych regionach Słowiańszczyzny wierzono, że zaniechanie pewnych czynności rytualnych spowoduje zerwanie się Diabła z łańcucha i sprowadzi koniec świata. Oprócz kolędowania do takich czynności należą między innymi pisanie pisanek czy palenie ogni w wigilię św. Jerzego.

W przełomowych momentach roku, do których należał niewątpliwie początek wiosny, świat przypominał białą kartę, która domagała się rytualnego zapisania w postaci wzoru, który przez najbliższy okres życie będzie powielało. Stąd troska o „dobry początek” i pieczołowitość, z jaką dokonywano wszelkich aktów inicjalnych. Rytualne przywołanie przez wołoczebników mitu o pokonaniu Smoka samo w sobie stanowiło swoisty gwarant kosmicznego ładu i ziemskiego urodzaju. Ponadto śpiewano pieśni zawierające bezpośrednie magiczne życzenia mające zapewnić konkretnemu gospodarzowi dobrobyt i pomyślność. Pieśni te stwarzały magiczne precedensy, w których święci pomagają gospodarzowi w określonych czynnościach gospodarczych, a życzenia szybkiego zamążpójścia i licznego potomstwa śpiewane w osobnych konopielkach dla dziewcząt na wydaniu miały zapewnić im płodność. Godności wołoczebnika dostępowali jedynie młodzi chłopcy, jurni kawalerowie, którzy w sposób rytualny stawali się uosobieniem męskich mocy gromowładnych. Przypadki włóczebnego z udziałem dzieci czy, co gorsza, kobiet stanowią już prawdopodobnie efekt degeneracji obrzędu i zapomnienia jego mitycznych sensów. 

Wraz z rozpadem tradycyjnej wizji świata zapomniano z czasem o pierwotnych motywach chodzenia z włóczebnym. Przez dziesięciolecia śpiewano te niegdyś rytualne pieśni już jedynie z pobudek towarzyskich, dla podtrzymania wesołej kompani lub też po to, by kultywować zwyczaje ojców. Jak widać, rytuał zachowuje swą skuteczność niezależnie od tego, czy uczestnicy wierzą w jego moc sprawczą, czy też nie, na co niezbitym dowodem jest nieprzerwane istnienie świata. 

 

 

Pewnej Wielkanocnej Niedzieli w latach 50-tych w podlaskich wioskach zaległa głucha cisza. Nie znaleziono już ani jednego powodu, dla którego warto wyjść gromadnie z konopielką. Etnografowie orzekli zgon włóczebnego. O dziwo również i wówczas świat nie przestał istnieć. A ponieważ pieśni włóczebne mają moc podtrzymywania świata, jedyny logiczny wniosek, jaki w tej sytuacji się nasuwa, jest taki, że musiały być one wciąż nucone gdzieś w zaciszu domowym przez starych, „przeniesionych do rezerwy” wołoczebników. Kto wie, być może wiele zawdzięczamy wołoczebnikom z terenów Białorusi czy Litwy? Nie dajmy się jednak uśpić w błogim poczuciu asekuracji płynącej zza wschodniej granicy, weźmy sprawy w swoje ręce. Dopiero z tej perspektywy widać, jaką doniosłość i wagę dla współczesnego świata i społeczności międzynarodowej mają działania Knyszyńskiego Ośrodka Kultury i Stowarzyszenia „Tratwa”, które sobie tylko znanymi sposobami motywują nowych wołoczebników, by wyszli w Wielkanocny wieczór w zwartych kompaniach z jurną pieśnią na ustach i gromowładną mocą swych gardeł po raz kolejny zakuli mitycznego Diabła? Czy wiedzą, jak wiele świat im zawdzięcza? „Niech będzie na cześć i chwałę!”

 

Tekst – Paweł Zając

2010