Dźwięk i obraz

Ćwierćwiecze "Jarzębiny" z Kocudzy

„Jarzębina” została założona w 1990 roku, początkowo w szerszym składzie, z którego wkrótce kilka pań odłączyło się i stworzyło „Kocudzanki”. Przez wiele lat obie grupy istniały równolegle, z tym, że to „Kocudzanki” z Aliną Myszak z Kocudzy II były przez jakiś czas kojarzone z głównym nurtem śpiewaczym wsi. Śpiewała tam np. Janina Korczak, nagrywana i doceniona przez Jadwigę i Mariana Sobieskich w 1950 r. Ten zespół tworzony w przeważającej mierze przez wtedy już starsze śpiewaczki, dzisiaj nie istnieje. Pozostawił po sobie szereg nagród oraz trochę nagrań.

 

Wesele w Kocudzy, pocz. XX w. Fot. ze zbiorów Ireny Krawiec

 

Fenomen „Jarzębiny”

„Jarzębina” natomiast skazana była na „młodszość”, ale potrafiła uczynić z niej swój atut, towarzyszyły temu: zakorzenienie w tradycji (jak się okazało równie silne co u „Kocudzanek”), a także talenty śpiewacze, pracowitość, otwartość, rzutkość i talent organizacyjny oraz przywódczy Ireny Krawiec. A także pewien twórczy duch, który „wieje kędy chce”. Te elementy przesądziły, że to „Jarzębina” do dziś działa, a jej dorobek oraz zasługi dla swojej wsi, regionu oraz polskiej muzyki tradycyjnej w ogóle stały się w ciągu tych 25 lat trudne do przecenienia.

Tajemnica żywotności, sukcesu i marki „Jarzębiny” tkwi w połączeniu dwóch żywiołów: żywej obecności tradycji oraz ciekawości świata i ludzi. To żywioły wcale niesprzeczne, choć w warunkach wiejskich niełatwe do zharmonizowania ze względu na pewien konserwatyzm obyczajowy i przywiązanie do określonych szablonów działania w kulturze tak na poziomie lokalnej społeczności jak reprezentujących ją i zajmujących się z urzędu folklorem instytucji. „Jarzębina” połączyła te żywioły dzięki pasji, wrażliwości śpiewaczek oraz wysokiej jakości wykonawczej i autentyzmowi, jakimi było sygnowane wszystko, co robiły. Dzięki temu była też pożądanym partnerem w realizacji inicjatyw artystycznych czy edukacyjnych, które wyrastały z innych niż wiejska poetyk i wizji świata.

 

Kocudza, 2006. Fot. Marianna Oklejak

 

Zespół, mimo że współpracował z rozmaitymi instytucjami samorządowymi i kulturalnymi regionu oraz kraju, zarazem był przez cały czas sam sobie sterem i okrętem, zachował niezależność. Właściwie żaden inny ludowy zespół śpiewaczy w Polsce tak nie funkcjonował stale, w tak rozmaitych formach działania oraz wobec tak różnych środowisk, jedynie niektóre robiły to incydentalnie (co też warto docenić) – np. zespół z niedalekiej Rudy Solskiej. Można tu mówić o intuicyjnie wprowadzanej w życie specyficznej filozofii działania i trudno znaleźć na ten precedens określenie. Mnie przychodzi do głowy metafora „sceny obrotowej”, w ramach której było miejsce na różne formy i rodzaje ekspresji od opowiadania, przez śpiew koncertowy oraz śpiew w tradycyjnych kontekstach, przez warsztaty, tzw. teatr obrzędowy, po udział w najróżniejszych inicjatywach artystycznych realizowanych w dużo szerszych, niż li tylko folklorystyczny, obiegach kulturowych i estetycznych. „Jarzębina” to także zjawisko twórcze dlatego, bo nieobliczalne, śpiewaczki są gotowe podjąć prawie każde wyzwanie, przy czym świadome własnej wartości starają się dbać o równorzędny status dla siebie w tej wymianie kulturowej (upraszczając) między wsią a miastem, którą współanimują.

 

Od lewej: Lucyna Jargiło, Beata Oleszek, Władysława Dycha, Janina Oleszek, Janina Dyjach, Irena Krawiec, Monika Jargiło. Fot. KONADOR 2013

 

Śpiew i tradycja

„Jarzębinki” wykonują prawie wszystkie pieśni jednogłosowo – czyli unisono, co jest cechą charakterystyczną polskiego śpiewu, a polega na zgodnym złączeniu w strumieniu jednej melodii wielu głosów i barw, co w efekcie daje nie tylko ich prostą sumę, ale także nową jakość. Niewiele zespołów ludowych jest tak „ześpiewanych” i potrafi dziś to osiągnąć. Jest w śpiewie „Jarzębiny” moc - czysta energia życia, jest też artyzm, który inspiruje, wzbogaca. Zespół nigdy nie spoczywa na laurach, jest twórczy w podejściu do swojej tradycji, nie tracąc przy tym nic z autentyzmu. Za to cenią go zarówno akademicy, muzykologowie, folkloryści i etnografowie, jak i po prostu miłośnicy muzyki tradycyjnej.

Piotr Dahlig analizując „łOstatni różeniec” pisał: Śpiewy z Kocudzy wyróżniają się wpływem psalmodii i chorału, licznymi fermatami, melizmatami i jeszcze trudniejszym do określenia niż na Kurpiach taktem, który by wynikał z czysto muzyczno-rytmicznych właściwości. Ponadto właśnie w kocudzkim wykonaniu najbardziej czytelne są związki tonalne między rytualnymi melodiami weselnymi, a śpiewami żałobnymi.

 

 

Z kolei Ewa Grochowska we wstępie do ostatniej płyty zespołu podsumowuje: Trudno odnieść kategorię amatorskości do działalności zespołu z Kocudzy. (…) Tutaj mamy piękno „w działaniu”, które ma realny, silny wpływ nas rzeczywistość. Tak przez wieki wierzono, że dźwięk ludzkiego głosu ma moc sprawczą, a słowo wiążącą.

Źródłem bogatego repertuaru zespołu jest głównie tradycja ustna, w tym przekazy rodzinne, wioskowe, ale także stare zapisy i nagrania archiwalne, tzw. zeszyty z tekstami religijnymi oraz oczywiście druki i śpiewniki nabożne, a w kilku przypadkach nagrania archiwalne i zapisy O. Kolberga. W naturalny sposób śpiewaczki używają unikalnej miejscowej gwary (zbliżonej do lasowiackiej) oraz dawnego języka muzycznego. Nawet dla młodszych członkiń grupy (urodzonych w II połowie lat 70-tych) są to najzupełniej oczywiste części zasobu środków ekspresji i komunikacji, a to dzięki efektywnej transmisji w kręgu rodziny i wsi. Od niedawna śpiewa w zespole również córka Beaty Oleszek – Ola Papierzańska, urodzona w połowie lat 90-tych.

 

Mieszkanki wsi na zabawie tanecznej, Tabor w Kocudzy 2006. Fot. Marianna Oklejak

 

Kocudza również i dziś stanowi wspólnotę o mocnej tożsamości i silnych więziach, w sposób wyjątkowo wyrazisty wyróżnianą w krajobrazie kulturowym przez mieszkańców szerokiej okolicy. Ma z tym niewątpliwie związek legenda o tatarskim pochodzeniu wielu mieszkańców wsi, trudna dziś do jednoznacznej weryfikacji, ale prawdopodobna, ewidentne są wpływy kultury ruskiej. Słynny instrument suka, choć w nazwie biłgorajska, to pochodzenie ma własnie kocudzkie. Śpiewaczki z „Jarzębiny” są świadome własnej wartości i dumne ze swojej „małej ojczyzny”, dlatego chętnie dzielą się swoją sztuką i niematerialnym dziedzictwem – od lat uczą kocudzkiego stylu śpiewania i repertuaru, w 2006 współorganizowały Tabor w Kocudzy – tygodniową letnią szkołę lubelskiej muzyki tradycyjnej. Uczestniczą od kilku lat w Festiwalu "Na rozstajnych drogach".

 

Tabor w Kocudzy 2006. Fot. Marianna Oklejak

 

Historia zespołu – istotne momenty

Od początku do dziś liderką „Jarzębiny” jest Irena Krawiec, a w grupie śpiewają trzy pokolenia kobiet – mieszkanek Kocudzy Trzeciej, a także sąsiednich Zdzisławic. „Jarzębina” jest współczesną emanacją tradycyjnej kultury śpiewaczej wsi Kocudza i okolicy (pogranicze Janowskiego i Biłgorajskiego), zarówno w jej wymiarze religijnym jak i świeckim. Zespół występuje w całym kraju i zagranicą, ale także bardzo aktywnie uczestniczy w życiu społecznym i kulturalnym swojej wsi, gminy, powiatu oraz regionu. W 2012 „Jarzębina” zdobyła szeroką popularność piosenką Ko-ko Euro spoko, ceniona jest jednak od lat przede wszystkim za stylowe i pełne wyrazu wykonania repertuaru tradycyjnego czego dowodem są aż trzy najwyższe nagrody – Złote Baszty na Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym (2001, 2007, 2011) czy prestiżowa Nagroda im. Oskara Kolberga (2003), częste zaproszenia na festiwale, koncerty solowe, a także (co rzadkie w przypadku wiejskich zespołów śpiewaczych) grono wiernych słuchaczy w całej Polsce.

 

 

Punktem zwrotnym w historii „Jarzębiny” okazało się przedstawienie „łOstatni rózeniec”, które swoją premierę miało w 1995 i zyskało sobie poczesne miejsce w historii ludowego teatru obrzędowego. Wtedy zespół rozpoczął współpracę z ośrodkami muzyki in crudo, zwłaszcza z warszawskim Stowarzyszeniem „Dom Tańca" (koncerty w ramach Sceny Korzenie oraz w cyklu Pozwól mi Twe męki śpiewać i Jest drabina do nieba 1995-2003) a potem także Scholą Teatru Węgajty, w ramach której uczestniczył od 1998 w kilku, również międzynarodowych (w Chorwacji, na Sardynii), projektach teatralno-muzycznych, a młoda kocudzka śpiewaczka Beata Oleszek na wiele lat stała się również aktorką i śpiewaczką Scholi. Na Festiwalu „Pieśń Naszych Korzeni” w Jarosławiu zespół „Jarzębina” śpiewał w pamiętnym wspólnym koncercie z włoskim „Micrologusem". Uczestniczył również w cyklach koncertów wielkopostnych, m.in. w dominikańskim Wielkopostnym Śpiewaniu w Lublinie, koncertach wielkopostnych Poznańskiego Domu Tańca, czy wrocławskiej Scholi Gregoriana Silesiensis. Śpiew „Jarzębiny” cenili sobie Jerzy Hasior czy Henryk Mikołaj Górecki.

Nagrania zespołu znajdują się we wszystkich najważniejszych archiwach, akademickich, radiowych, w wielu zbiorach prywatnych. Śpiewaczki nagrały jak dotąd same lub z przyjaciółmi z miasta cztery płyty. Pojedyncze nagrania zostały opublikowane w antologiach muzyki tradycyjnej – wydawnictw In Crudo (cztery płyty), Muzyka Odnaleziona i Stara Droga.

 

 

Płyty "Jarzębiny" i antologie nagrań z jej udziałem.

 

Zespół uczestniczył w wielu audycjach radiowych (np. ten reportaż Radia Lublin) i telewizyjnych, poświęcone są mu trzy filmy dokumentalne zrealizowane dla TVP 2, śpiewaczki potrafiły się odnaleźć również w realizacjach związanych ze sztuką współczesnej (projekt Anny Molskiej „Płaczki”). Wreszcie o „Jarzębinie” powstało kilka prac licencjackich i magisterskich oraz wielem artykułów. Ogrom tego dorobku (wymieniam tu tylko niektóre aktywności i osiągnięcia) jak i jego jakość pozwalają mówić o zespole w kategoriach wybitności i traktować go jako ambasadora tradycyjnej kultury ludowej Roztocza i Lubelszczyzny.

 

To zdjęcie żniw w okolicy Kocudzy dobrze obrazuje "odrobek" Jarzębiny na polu uprawy śpiewu. Fot. ze zbiorów Ireny Krawiec

 

W jubileuszu „Jarzębiny”, który wszak związany jest z upływem czasu, musi być też obecny pewien minorowy ton. Zdrowie nie pozwala już śpiewać najstarszej śpiewaczce zespołu – Władysławie Dychowej. O ile wszystkie panie są w zespole świetnymi śpiewaczkami i jak trzeba radzą sobie świetnie jako solistki, to głos pani Władysławy długo był głosem wiodącym. Wcześniej odeszły z zespołu Bronisława Dyjach i Genowefa Góra (1932-2008). Zespół jest zmęczony długoletnią aktywnością. Czy to wszystko oznacza jego schyłek? Ja ufam, że nie tak prędko i wierzę, że „Jarzębina” znajdzie sposób na to, żeby odnaleźć się wobec nowych wyzwań. Nie musi on przecież polegać, jak dotąd, na przenoszeniu gór.

 

Remigiusz Mazur-Hanaj